Cienie i łzy

Na delikatnej strunie cienia zawisła łza.
Jedna zrozpaczona cicha łza.
Nie może opuścić tego miejsca, od niej wszystko zależy.

W smutnych barwach nocy płacze.
Tylko wewnętrzna siła ja trzyma, nie puszcza.
Tylko ten jeden głos, jego moc, jego ton.

Uspokaja wiatr, by zbyt mocno nie szarpał
Nadwątlone już siły małej smutnej łzy.
By dał spokój, by przestał, by nie igrał już z nią.

I odzywają się strach i ból, wielka tęsknota.
Ciemność okala drżące załkane serce.
Z kątów wciąż patrzą smutne oczy lęków.

I już nie ma siły i upada, na twardą powłokę swojej wielkiej rozpaczy.
A tuż za nią już pędzą pozostałe, jej siostry,
Towarzyszki jej bólu.

Z pierwszymi promieniami zorzy porannej,
W słońcu jutrzenki, w tęczy istnień ich małych,
Wysychają bezgłośnie i ślad po nich ginie.

Ciemne do widzenia niesie jasne dzień dobry.

Bo wiosną

Bo właśnie wiosną budzą się uczucia,
jak delikatne promienie nieśmiałego słońca,
które rozgrzewa jeszcze zimne policzki
schowane w cieniu zimowej poświaty..

I Ty też to czujesz, twój uśmiech to zdradza,
jakoś cieplej zrobiło się miedzy nami.
Ty jesteś zimowy lecz wiosna
rozgrzewa już serce Twoje i i twarzy kawałek.

Mam wiosenne myśli, a ty letnie plany.
Mam rumieniec na twarzy i znów kilka piegów.
Ty je będziesz liczył i znów się nie zgodzi
ten dziwny rachunek, ta igraszka ze słońcem.

Będziesz je zaznaczał wciąż pocałunkami,
ja będę się śmiała na głos i donośnie,
moje serce w Twoich dłoniach się znajdzie
Twoje w moich spocznie i już tam zostanie.

Na zawsze i wciąż będzie z nami wiosna,
ja będę się śmiała, a ty liczył piegi
małe rude kropki pośród mojej twarzy,
które tak lubisz pieścić w słonecznej altanie.

Zachodni wiatr

Tu już nic nie odnajdziesz, już wszystko znajome.
Nie ma fascynacji, wiosna przeszła w jesień.
Tylko wiatr pozostał ten sam bo zachodni,
tym razem tak chłodny, zimny, nieprzyjazny.

Kiedyś byłaś przystanią, delikatnym westchnieniem,
po dniu męczącym, po burzliwej nocy.
W oknie wciąż palił się płomień,
w oddali dźwięk ciepłych nut płynął wprost z serca do ciebie.

Teraz drzwi są otwarte i okna na oścież.
I choć cisza pozorna zalega po kątach.
Wiatr tu rządzi gdy zechce i przewraca twe myśli
i układa na nowo stary rzeczy porządek.

Już nie jesteś tą wiosną w ciągle żywych kolorach,
rudych jego odcieniach piegowatym porankiem.
Już nie jesteś snów tęczą i uśmiechem gdy smutno,
pozostałaś przykryta grubą zimy skorupą.

Już ptak nie usiądzie na tarasie tekowym,
by zaśpiewać radośnie trel na powitanie.
Już się słońce z księżycem nie umówią na randkę
bo zachodnie im niebo zasłoniło zasłony.