Wiosna zimą

Tylko wiosną budzę się o rannej zorzy
z uśmiechem na twarzy witam nowy dzień
niczego się nie lękam.

Mam ochotę oddychać pełną piersią,
krzyczeć z radością w stronę świtu,
dziękować mu, że już nastał
po długiej choć krótkiej nocy.

Z każdą chwilą i każdym oddechem
rozkwita nowy zakątek natury
w jej ciepłych ramionach.

Czułe orzeźwienie marcowego poranka
już dawno ustąpiło kapryśnemu kwietniowi
by mógł pokazać światu, kto rządzi tej wiosny.
Dowcipny zazdrośnik trzyma jeszcze zimę.

Ale wiosna jest już wszędzie, jest w konarach listnych drzew,
w śpiewie ptaków, w zapachu łąkowych kwiatów
i w moim sercu, tu zawsze ma specjalne miejsce,
miejsce obok Cebie by ogrzewać Cię ciepłem by dać nam nadzieję.

A zima zagląda już w okna naszych domostw.
Uśmiecha się smutno bo nikt jej nie wita,
nawet dzieci, bo znów zapomniała przynieść z sobą śniegu.

Może magia świąt sprawi, że ja ktoś polubi,
może zdoła popruszyć smutną ziemię puchem.
Może ktoś otworzy swoje serce na kogoś
gdy ona zaczaruje ludzi srebrną gwiazdką z nieba,
która tak jak motyl wiosną chce oznajmić,
kto zagościł właśnie, kto świat zaczarował.

Dzieci się uśmiechną, serca się rozgrzeją,
a królowa mrozu, stopi swoje myśli,
w mroźnej skrzyni skarbów
Kaj odnajdzie Gerdę,
ja odnajdę Ciebie
nim nadejdzie wiosna,
a mróz stąd odejdzie.

Gdyby można było przespać tę część zimy,
tę bez śniegu, bez słońca, bez życia, bez mrozu.
Gdy dzieci są smutne a serca wciąż płaczą
bo Kaj ma nadal w oku ten odłamek lodu,
który niszczy radość i zabiera spokój.

Rozgrzejmy tą zimę i zamieńmy w wiosnę,
nie bójmy się śpiewać poematów słońcu,
zbierać kwiatów wszędzie, gdzie ludzkie ogrody
budzą się do życia bo miłość jest wszędzie.

Gerda odszuka Kaja i rozgrzeje ziemię,
a ona z wdzięczności zakwitnie jak łąka,
w majowym zapachu, w jego cudnych barwach
znów się zakocham i już tak zostanie.

Bo jesteś

Na cienkiej nitce, na cienkiej tafli lodu,
zawsze w napięciu, w ciągłej gotowości,
idę do przodu, idę przed siebie,
zbyt rzadko robiąc przerwy i przystanki.

A przecież mogę usiąść na chwileczkę
by złapać oddech, by pomyśleć troszkę,
by zrobić mój własny rachunek sumienia,
moją własną listę strat i zysków wszystkich.

Na początku drogi rządzi nieświadomość,
na końcu zawsze czeka nieświadomość.
A w czasie drogi radość i zmęczenie,
smutek i zapał, mnóstwo planów jeszcze.

I idę zawsze i muszę uważać
bo lina jest cienka, a lód bardzo kruchy,
morze wzburzone, a rzeka wciąż rwąca,
a woda w niej zimna i orzeźwiająca.

Dlatego jestem, dlatego idę
tak rzadko mogę przystanąć, odpocząć,
i tylko Tobie mogę to powiedzieć
i tylko Tobie zaufać i wierzyć.

Dziękuję więc za to, za to że jesteś,
że mogę zawsze zwrócić się do Ciebie ,
słowem lub milczeniem, na jawie i we śnie,
w radości i smutku, w oceanie myśli.

Harfa

Delikatne jak struny harfy
choć odważne jak palce harfistki
jak dźwięk wydobywający się z ich wspólnej radości – jej myśli.
Ona siada obok instrumentu
gładzi subtelnie brzegi starego zabytkowego drewna,
w które zręczne ręce lutnika wtopiły czterdzieści sześć strun.
Dotyka opuszkami palców każdej z nich
sprawdza, bada z szacunkiem każdy wydobywający się z nich dźwięk
jej myśli jak ich czterdzieści sześć odcieni.
Błądzą nie błądząc.
Milczą nie milcząc.
Płaczą a łzy spływają po strunach harfy.
Ona gra.
Nie widzi nut,
zna melodię na pamięć.
Gra.
Nikt jej nie słyszy
bo to nie taka muzyka
którą można słuchać
bez łez, bez wzruszenia
nikt dzisiaj już nie ma na to czasu.
A ona gra.