Moja wolność

Ktoś, ktoś kto jest dla mnie ważny poprosił abym napisała o Bogu.
Zapytałam – jak, czy dam rade, w prosty ludzki sposób.
Czy podołam ?
Odpowiedział – Tak.

Wiem, mój Bóg jest wszędzie.
Czuwa nade mną gdy śpię,
Gdy jadę do pracy.
W pracy.
Przecież wciąż czuję jego obecność.

To on z godziny na godzinę, z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc, rok po roku daje mi siłę, bym wychowywała mojego syna, kochała mojego męża. Była dobrą matką i dobrą żoną, dobrym człowiekiem.
Moja przygoda z Bożą Opatrznością rozpoczęła się czterdzieści dwa lata temu. O nie, nie czytelniku, mylisz się nie od zawsze czuję jego cudowną, niesamowicie oczywistą i tak zwyczajnie prostą opieką, pomocną silną ręką.
To długi proces, który nie ma końca. Ilekroć myślę, że jestem wyzwolona spod mocy diabła i dziękuję Bogu, ten atakuje mnie ze zdwojoną siłą.

Bóg to nieskończona miłość.
Nie zawsze to mówiłam, nie zawsze to czułam.
Ileż to razy moje usta, moje rozżalone i rozdarte serce krzyczało, oskarżając Go o wszystko zło, które mnie spotkało.
Egoistycznie, ze ślepą pewnością siebie brnęłam w czarna dziurę mojego żalu i rozpaczy.
Świat był mi obcy, a Bóg był wrogiem, tak było.

Czy to już za mną,
Nigdy tego nie wiem.
Tak bardzo bym chciała, by tak właśnie było.

Wciąż upadam, czasami bardziej boli, czasami mniej ale zawsze boli.
Chyba z czasem bardziej bo przecież świadomość Jego obecności i miłości jest większa.
Wciąż walczę.

Jesienne bursztyny

Jesienna pani, pełna owoców wypełnia serca.
Przed nadejściem zimy, rozgrzewa oczy złotymi kolorami.
Ma pełny kosz skarbów, rozdaje je wszystkim.
Radość jest pełna, a miłość spełniona.

My zakochani, spleceni w pieszczocie,
Zasiadamy przy jej obficie zastawionym stole.
W czerwonym winogronie, zielonej gruszce, soczystym jabłku,
przeglądamy się jak w lustrzanej tafli.

Patrzy na nas bursztynowymi oczami,
A w jej rudych włosach połyskują kasztany.
Po śladach jej stóp w kształcie liści idziemy,
Jak zahipnotyzowani, szczęśliwi i rozmarzeni.

W jeszcze ciepłe konary drzewa o czerwonych liściach
Wtulamy nasze głowy, by śnić o letniej beztrosce.
Zasypiamy wśród delikatnej pieśni wiatru,
W soczystym krajobrazie barwnego pejzażu.

Tworzenie

Na pustej stronie znów goszczą litery.
Nieśmiało wychylają się na przód, tak się wstydzą.
Nie umieją zgrać się w słowa, tak jakby muzyka pogubiła nuty.

Czym są litery bez słów, które tworzą?
Czym jest uśmiech bez radości, a taniec bez muzyki?
Serce bez miłości to tylko ?

Więc spróbuję je połączyć, zgrać jak parę tancerzy.
W muzyce słów, w rytmie rymów bez rymu,
W oceanie bieli z kroplami słownych łez – może to będą łzy szczęścia, tym razem ?

Lecz nigdy się nie obawiam, czy będą kapały na białe stronice jeszcze nie spisane.
Ich moc tworzenia i magia fantazji dodają mi skrzydeł i lecę jak ptak do celu, w nieznane,
W gąszcz znajomych zagadek, wciąż otwartych pytań.