Czy kiedyś jeszcze?

Czy kiedyś uda mi się postawić kropkę nad i

marzeniom wyjść naprzeciw pozwolić im żyć

czy jeszcze wschód słońca zobaczę w oczach twoich

czy zechcę biegać po łące o świcie bosymi stopami

na karuzeli życia znaleźć równowagę

wśród cierni różę

wśród zła dobra więcej

o zachodzie ciebie na wyspie zapomnienia

czy jeszcze kiedyś przyjdziesz do mnie we śnie

czy iskra zdoła rozpalić ten ogień

czy kwiaty zasadzę w myśli ogrodzie

owoce zbiorę w sadzie mych emocji

czy zasnę kiedyś otulona tobą

w pułapce szczęścia odnajdę spełnienie?

Czas

Czy to nostalgia za tym co minęło?

Czy to gdzieś, kiedyś, kiedykolwiek było naszym udziałem, już nie wiem.

Czy jeszcze wróci co być nie powinno, a jakoś przetrwało tu między nami.

Czy my jeszcze jest, a może już nie ma?

Czy smutek ten, który w zakamarkach duszy rozgościł się wczoraj to wina pogody, nieba co chmur warstwą płacząc na nas patrzy?

Czy słów brak już dla nas, może ich nie było, może to tylko jakaś mgła mamiła tak jak chciała grała, na uczuciach strun delikatnych?

Wczoraj jeszcze jednako mówić umieliśmy, dzisiaj zwykłe dzień dobry przejść nie umie mostu.

Na dobranoc wiatr przewraca ziarenka, które świadkiem spotkań na tej plaży były.

I ja już nie potrafię słów znaleźć co kiedyś nicią połączenia splatały pajęczą dwa światy tak odległe, jednością cieszyć się umiały.

Czas znów triumfuje, zabrał co chciał.

Pustkę pozostawił, czas.

Listopadowo…

Przez listopadową szarość przedziera się słońce, zagląda do mnie, kusi radośnie. Jego wschód lubisz złapać, uwiecznić ulotne chwile dnia kochanka nocy. Krople nocnej mgły na pajęczynie tańczą, tęcze w nich widzę, kolorów królową. Mój policzek rozgrzany porankiem dyskretnej samotności w ciszy, która rzadko była moim towarzyszem. Czar czarnej kawy zapachem zniewala każdą moją chwilę spędzoną w tęsknocie za Tobą. Jest ich tak wiele, coraz więcej, upominają się o mnie, rozweselić chcą. Czy im się uda? O tak, nowy dzień, nowe teraz nastało, czy się odnajdę w jego nowych odcieniach. Co przestrzeń wypełni, która zawsze pełna nagle opustoszała na długo. Może marzenia? Gdy słońca zabraknie to one zaróżowią policzki i piegów dodadzą mojej twarzy. Będzie co liczyć w długie zimowe wieczory przy pełni księżyca spędzone samotnie.