Przez listopadową szarość przedziera się słońce, zagląda do mnie, kusi radośnie. Jego wschód lubisz złapać, uwiecznić ulotne chwile dnia kochanka nocy. Krople nocnej mgły na pajęczynie tańczą, tęcze w nich widzę, kolorów królową. Mój policzek rozgrzany porankiem dyskretnej samotności w ciszy, która rzadko była moim towarzyszem. Czar czarnej kawy zapachem zniewala każdą moją chwilę spędzoną w tęsknocie za Tobą. Jest ich tak wiele, coraz więcej, upominają się o mnie, rozweselić chcą. Czy im się uda? O tak, nowy dzień, nowe teraz nastało, czy się odnajdę w jego nowych odcieniach. Co przestrzeń wypełni, która zawsze pełna nagle opustoszała na długo. Może marzenia? Gdy słońca zabraknie to one zaróżowią policzki i piegów dodadzą mojej twarzy. Będzie co liczyć w długie zimowe wieczory przy pełni księżyca spędzone samotnie.
Jak kiedyś
Pąki, kwiaty, owoce, liście, płatki śniegu, świat tańczy na moich oczach radośnie. Pory roku to tylko krajobrazy za moim oknem. Słońce wędruje po nieboskłonie, patrzymy sobie w oczy. Wschód z zachodem się miesza. Znowu.
Jestem.
Te wykradzione chwile wolności pozwolą mi żyć.
Czy jeszcze potrafię zachwycić się jak dawniej?
Czy jeszcze potrafię złapać promienie słońca do zielonego oka jeziora? Usiąść przy białym kamieniu? Zatańczyć nago w deszczu pośród gwiazd? Podążać za głosem, który dawno już stracił swoją moc? Nocą rozmawiać z księżycem o miłości? Czy w bezlistnych gałęziach zobaczę jeszcze rudą wiewiórkę, siostrę, w opadłych liściach szeleszczącego jeża? Kota, który przychodzi codziennie do mojego ogrodu zaprzyjaźnić się ze mną.
Czy będzie jak dawniej?
Już nie pamiętam.
Muszę stworzyć nowe TERAZ.
Dotyk
Promyk
Zobaczyłeś wśród wschodu słońca, jeden.
Kropelka
Zobaczyłeś na pajęczej sieci.
Wyspę
Zobaczyłeś wśród zieloności.
Wspomnienie
Zaprosiłeś na spektakl.
Liść
Rudy znalazłeś wśród wielu.
Przepaść
Tam mnie prowadzisz za rękę.
Ufność
Drogę wskazałeś do siebie.
Milczenie
Wymownej nie można.